Ten pod hasłem "Real life"

Real life. Coraz częściej czytam, słyszę, rozmawiam z Wami o tym, że wszystko co tu pokazujemy nie jest prawdziwe, a napompowane, wyidealizowane i oblane różowym lukrem. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i wiesz co..?  To nie jest takie proste..nie potrafię stanąć po jednej stronie. Staram się skupić tylko na sobie i miejscu, które sama tworzę w sieci i z jednej strony myślę, że macie rację, ale z drugiej znów mówię nie. 

Nie, ponieważ nie pokazuję tu niczego co nie istnieje. To moje "miejsce" żyje w zgodzie ze mną. Jeśli jestem w kiepskiej formie, nie mam czasu ani ochoty to nie robię tu nic na siłę, a jeśli wracam to zawsze staram się szczerze mówić co u mnie. Czasami ponarzekam, innym razem puszczę "tęczowego bełta", a jeszcze innym razem powiem po prostu cześć. I kiedy pokażę się bez makijażu, wrzucę zdjęcie brudnej kuchni, zasmarkanych dzieciaków czy sterty prania od razu dostaje wiele wiadomości, w których piszecie, że dobrze, że i u mnie "dzieją" się takie rzeczy, bo myślałyście, że tylko Wy nie dajecie rady ogarnąć wszystkiego na raz. 

Otóż Miłe Moje...nie! Nie tylko Wy. To, że wrzucę zdjęcie posprzątanego pokoju nie oznacza, że w całym domu lśni. To, że pokazuje jak robię dobry obiad, nie znaczy, że za mną nie leży sterta brudnych garów albo, że nie jemy fast-foodów. No nie. To oznacza jedynie, że moim zdaniem każdy z nas ma własny bałagan, problemy duże czy małe albo trupa w szafie, a ja nie zamierzam mu dokładać, bo po co? Sama wolę cieszyć oko ładnym kadrem. 

Ale jeśli mam być szczera...to sama czasami daje się w to wkręcić. Kładę się wieczorem po ciężkim dniu i myślę, że nie zrobiłam dzisiaj nic...kiedy jedna z Was zrobiła zajebiste DIY, inna pomalowała pół domu, kolejna osiągnęła sukces zawodowy, a następna odwaliła turbo piknik dla swoich dzieci...a ja?  a ja po prostu dotrwałam do wieczora i nikogo nie zabiłam, a budząc się rano pomyślałam "niech już będzie 19:00 i pójdą spać". Bo i tak się zdarza. I wtedy frustracja we mnie narasta. Kocham Ich najbardziej na świecie, oddałabym za nich życie, ale czasami mam dość. Jestem po prostu zmęczona. 

Chcę być sama, wyjść sama, rozmawiać z dorosłymi ludźmi, poleżeć w ciszy, wypić kawę w łóżku, poczytać książkę, a nie karmić, przewijać, robić płatki, zmieniać bajki, robić pranie, przebierać kolejny raz, odkurzać 153 raz te je*ane okruszki spod stołu, opuszczać klapę, ścierać brudny blat czy zbierać brudne gacie z podłogi. A jak  - nie daj Boże (!) - usłyszę, jeszcze, że przecież siedzę w domu i co ja właściwie robię tak cały dzień jak te dzieci takie grzeczne, to faktycznie prawdziwy urlop, bo pewnie się nudzę - no leżę i pachnę kokosem...w wannie co ją za nic dostałam, bo przesz wszystko w tych Internetach tym "Influęserom" za darmo dają, a ta wanna hajsem ze współprac po brzegi wypełniona, a ja nic tylko Proseczo spijam i tak jakoś leci dzień za dniem...  No czasami mam po prostu dość. I dalej leżę w tym łóżku i myślę, że Gabryśka to dzisiaj dała radę, a ja? A ja nie. 

Ale staram się. Staram się każdego dnia utrzymać te 140m2 w porządku (a mała jestem i krótkie ręce mam i nogi w sumie też, a sufity wysokie i schodów sporo - no nie jest lekko), staram się, żeby moje chłopaki dobrze zjadły, chodziły czyste (to akurat rzadko) i uśmiechnięte. I doszłam w zasadzie do jednego wniosku. Więcej tego nie zrobię. Nie porównam się do tej Gabryśki. Gabryśka ma też swoje problemy. Gabryśka nie jest idealna. Tak jak ja i Ty. Mało tego...Garbyśka też ma gorszy dzień, ma swoje słabości i czasami tak jak ja czuje, że najchętniej by komuś zaje*ała...tak dla rozładowania emocji. Po prostu. I nie uważam, że powinnam się tego wstydzić. Uważam to nawet za normalny objaw. Zmęczenie materiału i tyle. Ono minie, bo zawsze mija. Ale mam do niego prawo i mam prawo powiedzieć to głośno. Tak jak Ty. 

Nie możemy się wzajemnie nakręcać i dążyć do perfekcji za wszelką cenę, bo wybuchniemy. Ale możemy o tym mówić wprost i nikt nie ma prawa nas oceniać, bo czy zdecyduje się wejść w nasze buty? Ja nie podejmę takiego ryzyka nigdy...

Komentarze

  1. Amen 😁 nic dodać nic ująć. Dzisiejszy świat niestety opiera się na porównaniach. W Tv,Internecie itp. ,i w tym wszystkim jest każda z nad zastanawiająca się " co robię nie tak". Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. No co Ty, nie masz wysprzątane w każdym kącie? Ja też nie :*

    Pozdrawiam Ania z odinspiracjidorealizacji

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ten o mnie - 10 faktów, o których pewnie nie wiecie.

Ten o blaskach i cieniach macierzyństwa.

Ten, o Unimo - przyjacielu każdego rodzica