Ten, w którym opowiem Wam o naszej miłości.

Okolice Dnia Zakochanych to chyba najlepszy termin, żeby opowiedzieć Wam jak to wszystko zaczęło się między nami... I chociaż na pewnym etapie tej historii sama obsadziłam się w roli czarnego charakteru to nie żałuję. Wierzę, że wszystko dzieje się po coś.

Jedno z pierwszych, wspólnych zdjęć - 11 lat temu!
Spotkaliśmy się po raz pierwszy trzynaście lat temu. Ja miałam 18 lat i byłam w ostatniej klasie liceum, On 19 i właśnie zaczynał studia. Nie wiedzieliśmy o swoim istnieniu, mieliśmy jednak wspólnych znajomych, którzy wtedy byli parą i do dziś są "odpowiedzialni za nas", (a my jesteśmy im bardzo wdzięczni). To Oni zorganizowali podwójną randkę, w naszym przypadku...w ciemno.
Bo wyobraźcie sobie, że nie było wtedy jeszcze ani Naszej Klasy, ani Facebooka żebyśmy mogli zrobić wcześniej jakikolwiek research:) Zatem jechałam na to spotkanie i zupełnie nie wiedziałam kogo się spodziewać, zresztą tak jak i On. A umówieni byliśmy w Multikinie, ale, ale... nie myślcie sobie, że wybraliśmy jakieś mało ambitne, romantyczne i ckliwe kino - to byłoby zbyt oczywiste! To był dwunastogodzinny, nocny maraton Władcy Pierścienia - trzy części w wersji reżyserskiej...
Aaa właśnie.. wspominałam już, że nienawidzę Tolkiena?! No, ale wtedy moje kinematograficzne preferencje miały jakby drugorzędne znaczenie. Dojechałam na miejsce. Znajomych jeszcze nie było. Stałam sama przed wejściem. Po chwili zaczął dzwonić telefon - numer nieznany. D. był już w środku i obserwował mnie przez drzwi... jak się potem przyznał, liczył, że to ja odbiorę ten telefon. Weszłam do środka i nie mogę powiedzieć, żeby rozczarował mnie Jego widok. Nosił wtedy dłuższe włosy jak Ashton Kutcher i był bardzo przystojny, ale oczywiście nie dałam tego po sobie poznać :) Dotarli znajomi i ruszyliśmy na film... zasnęłam w połowie pierwszej części i spałam już do rana. Obudziłam się przykryta Jego bluzą. Potem odprowadził mnie na autobus i... nie widzieliśmy się przez kolejne 1,5 roku. Ale nie tak bez słowa. Po tej randce cały czas mieliśmy kontakt sms'owy.






D. w międzyczasie był w szpitalu, bo od zawsze chorował na zatoki - umówiliśmy się, że jak wydobrzeje to spotkamy się po raz drugi... tym razem u mnie.  I wtedy się...przestraszyłam! Długo się zastanawiałam i w ostatniej chwili skłamałam, że mam dodatkowe fakultety i nie dam rady się z Nim spotkać.. A On był już w drodze. Przyjechał te 40 km, widziałam Go jak wysiada z autobusu. I było mi wtedy tak głupio...tak wstyd! I tak przez kolejne kilkanaście miesięcy cicho sza!










No ale co się chłopakowi dziwić...  Głupia Dzikuska wystawiła Go do wiatru. A najgorsze jest to, że mimo wszystko nie żałowałam. Wtedy doszłam do wniosku, że na co mi ta cała miłość. Przereklamowana sprawa, a ja i tak miałam dość zajęć. Po tym zdarzeniu nasze drogi się rozeszły.

Minął ponad rok. Siedziałam z przyjaciółką, zaczęłam wspominać i gdybać co by było gdyby... wtedy chyba zaczęłam żałować, że jednak nie spróbowałam. Aż tu nagle zadzwonił mój telefon. Jeden sygnał (tak, wtedy jeszcze się "głuchało"). Mało nie spadłam z łóżka. To był On. Oddzwoniłam, oczywiście rozłączyłam się od razu. Napisał sms, że sprawdza czy to nadal mój numer i zagadał o pakiet Internetu, bo pracował wtedy w TP SA i wiedział "wszystko" na temat tych moich łączy. I tak od słowa do słowa. Umówiliśmy się na drugą - pierwszą randkę, tym razem sami. Spotkaliśmy się znów pod tym samym kinem. Polecieliśmy jednak bezpiecznym standardem i wybraliśmy komedię romantyczną "Prosto w serce". To był 21 marca 2007 roku, pierwszy dzień wiosny, a na dworze sypał śnieg.

Weszliśmy do środka, mieliśmy jeszcze trochę czasu zanim zacznie się film. Usiedliśmy na sofach i zaczęliśmy rozmawiać. Ja oczywiście musiałam się wytłumaczyć z moich wcześniejszych wybryków, a On... oznajmił mi, że mam SZTUCZNĄ SZCZĘKĘ! Wybuchnęłam śmiechem, a Jemu zrobiło się głupio :) Otóż... rozmawialiśmy wtedy o jakiś zdarzeniach drogowych i powiedziałam, że ja miałam tylko jedno w życiu, na co D. mówi: tak wiem, wtedy kiedy straciłaś zęby. Nie muszę Wam mówić jak te słowa mnie rozbawiły, ale i zaskoczyły? On się speszył i zaczął tłumaczyć.. Jak się okazało, po naszym pierwszym spotkaniu D. rozmawiał z kolegą na temat wrażeń, powiedział mu, że podobają mu się moje oczy i zęby, a że kolega ma naturę żartownisia, powiedział, że zęby mam ładne, bo mam całą szufladę sztucznych. Rzekomo swoje straciłam w wypadku. D. nie drążył dalej, a tamten zapomniał powiedzieć, że to żart i tak minął ponad rok. Dlatego, kiedy po takim czasie zaczęliśmy rozmawiać o wypadkach drogowych, D. szybko powiązał fakty i palnął, że wie o moim "defekcie" :)

Po filmie poszliśmy jeszcze na kawę i tak... od 11 lat pijemy ją razem. Przynajmniej raz dziennie.
Historia nie jest porywająca ani godna ekranizacji, ale jest nasza. Lubię do niej wracać, a opowiadając ją dzisiaj Wam, sama się do siebie uśmiecham. Może to los zadecydował za nas, może to przypadek, że jesteśmy razem, a może to szczere intencje A&A, którzy postanowili, że to my mamy pójść z Nimi na ten nieszczęsny maraton :) Nie wiem. Ale to egoistyczne podejście, że gdzieś na świecie jest ta nasza bratnia dusza, nasza druga połowa ma dla mnie sens. I wierzę, że w naszym przypadku przeznaczenie dorzuciło swoje trzy grosze.

Ps. Do dziś nie obejrzałam żadnej części Władcy Pierścienia. I nie zamierzam;)






Takie włosy wyhodowałam do ślubu :) 




































































Sukienka własnego pomysłu i wykonania :) Byłam z niej dumna!











Komentarze

  1. Piękna historia 💕 Ja tam wierzę w przeznaczenie. Wierzę, że gdzieś na świecie jest nasza bratnia dusza. Ja moją poznalam przez internet. Bylam singielką kilka lat po nastoletnich "związkach". Mając 25 lat, mieszkalam sama, mialam dobrą pracę i nie szukalam miłości. Kolezanka zachwalała portal randkowy bo tam poznała swojego wybranka (są juz 6 lat razem) ale ja uważałam, że tam siedzą same niedorajdy, nudziarze i notoryczni podrywacze. Pewnego wieczoru siedzialam z winkiem i z nudów się tam zalogowalam. I tak, jedynym facetem z ktorym kiedykolwiek umowilam się przez internet jest mój aktualny mąż 😂😂 A ja jestem jedyną dziewczyną z którą mówił się przez internet. Bratnie dusze, przyjaciele. Odszczekuję wszystko co mówiłam o portalach randkowych. A dla wyjasnienia dodam. Moj T. Mieszkal wtedy w Niemczech i pracował. Przyjeżdżał do Polski co dwa tygodnie i nie mial czasu nikogo poznać wiec takim sposobem poznał mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super historia z happy endem! Bardzo kreatywna sesja ślubna😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Sesja to był totalny spontan i prezent od naszych przyjaciół - amatorów z pasją💛

      Usuń
  3. Wasza przygoda trwa dalej.Dużo serdeczności i powodzonka dla Was......

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest jest jest���� zagladalam tu od kilku dni. Biore sie za czytanie������

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytalam jednym tchem. Piękna historia. Dużo macie wspólnych wspomnień, zdjęć, widać tą Waszą miłość, radość ze wspólnego życia. Życzę duzo zdrówka i miłości i tego patrzenia z radością na siebie,jak na zdjeciach. pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  5. Fajnie bylo przypomniec sobie jak to bylo :) chcialam dodac, ze D. Tego wieczoru kiedy go wystawilas spal u mnie w domu ;) a my z Jackiem go pocieszalismy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdjęcia są przepiękne,wspaniała pamiątka i świetna historia ❤❤❤Marcelinko. Dużo miłości. Pozdrawiam serdecznie
    Natala;)

    OdpowiedzUsuń
  7. barbara.and.her.books18 lutego 2018 06:23

    Piękna historia :) I przecudne zdjęcia a sesja ślubna po prostu świetna. Wyglądacie na nich na bardzo szczęśliwych:)
    To musiało być przeznaczenie ;)
    Kolejnych szczęśliwych lat Wam życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojeeeeej. Rozpłynęłam się. Żeby miłość Was nigdy nie opuściła! Jesteście wspaniali :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ten, w którym pokaże Wam od czego zaczynaliśmy.

Drugi. Ten, w którym opowiem kim jesteśmy i co tu robimy.

Ten, w którym posiedzimy w kuchni.