Posty

Ten o Jaśkowych kątach. Krok po kroku, ściana po ścianie.

Obraz
Minęło trochę czasu od naszego ostatniego spotkania tutaj. Ale powróciłam z nadzieją, że teraz będziemy widywać się regularnie (i oby na nadziei znów się nie skończyło). Większość z Was z pewnością wie, że moja nieobecność spowodowana była "domową rewolucją", ale nie taką, którą Dorotka ogarnia w tydzień, a Kasia Dowbor radzi sobie w 5 dni.
Mi ta rewolucja zajęła więcej czasu, a spowodowana była przez 3560 g szczęścia, co Jasiem się zwie! Otóż 10.10.2018 to kolejna ważna data wyryta w sercu, bo tego dnia urodził się nasz drugi syn. Od lata przygotowywaliśmy się na spotkanie z Nim. Oprócz tych oczywistych przygotowań, które dzieją się w głowie przyszłego rodzica, trzeba było również pomyśleć o tym, by nowy domownik miał tutaj swoje miejsce. Założenie było jedno - ma być jasno, naturalnie i prosto.
Jasiek zajął pokój gościnny, który od samego początku zaplanowany był dla drugiego dziecka. I dopóki się nim nie stał, nie był miejscem, które darzyłam sympatią,  mimo, że próbował…

Ten o blaskach i cieniach macierzyństwa.

Kiedy urodził się Jaś i pierwsze dwa tygodnie swojego życia spędził na oddziale neonatologii obiecałam sobie, że nigdy nie będę narzekać. Nie będę się nad sobą użalać po nieprzespanej nocy, kiedy zacznie się ząbkowanie czy przydarzy nam się jakaś inna prozaicznie "trudna sprawa".  Zresztą... wtedy obiecałabym i zrobiła absolutnie wszystko, żeby się stamtąd wyrwać razem z Nim. Tak jak powiedziała ostatnio moja "instagramowa" koleżanka...ludzi nie trzeba straszyć piekłem, wystarczy im pokazać oddział intensywnej terapii noworodków, gdzie nie każda historia kończy się happy endem.  Jasia zabrali mi już kilka godzin po narodzinach, bo poziom bilirubiny był już wtedy powyżej 11. To niby nic takiego, ale każda matka nabuzowana hormonami musi stawić temu czoła. Ja znosiłam wszystko dużo lepiej niż za pierwszym razem. Szukałam w sobie spokoju, nie płakałam, starałam się odpoczywać i nie pokazywać nikomu moich słabości. Odwiedzałam go co chwilę dwa piętra wyżej i patrzyłam…

Ten o poszukiwaniach dekoracji idealnych

Obraz
Chyba nie ma dnia, żebym nie odpowiadała na pytanie "a skąd to jest?". Pytania te bardzo często dotyczą konkretnych przedmiotów, dekoracji, dodatków, ale czasami są bardziej ogólne i chcecie wiedzieć po prostu gdzie ich szukam oraz czy mam swoje ulubione miejsca w sieci, do których wracam.

Otóż Mili Moi, oczywiście że tak! 
Jestem wielbicielką wnętrz patchworkowych, jeżeli tak w ogóle można je nazwać :) Nie trzymam się sztywno określonych ram jakie wyznacza dany styl. Cenię sobie przede wszystkim oryginalność. Dlatego łączę ze sobą wiele z nich i w naszym domu znajdziecie zarówno styl rustykalny, trochę cottage, z elementami boho i industrial połączonych z pamiątkami rodzinnymi i meblami z sieciówek. Warunek jest tylko jeden, ma mi się podobać! Kocham vintage, naturalne materiały, ręczną robotę, a najbardziej doceniam pracę jaką ktoś włożył w ich wykonanie. Dom ma mieć przede wszystkim duszę i charakter. Ma wyrażać nas. Wchodząc do niego masz poczuć jego klimat, masz od raz…