Posty

Ten pod hasłem "Real life"

Real life. Coraz częściej czytam, słyszę, rozmawiam z Wami o tym, że wszystko co tu pokazujemy nie jest prawdziwe, a napompowane, wyidealizowane i oblane różowym lukrem. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i wiesz co..?  To nie jest takie proste..nie potrafię stanąć po jednej stronie. Staram się skupić tylko na sobie i miejscu, które sama tworzę w sieci i z jednej strony myślę, że macie rację, ale z drugiej znów mówię nie. 

Nie, ponieważ nie pokazuję tu niczego co nie istnieje. To moje "miejsce" żyje w zgodzie ze mną. Jeśli jestem w kiepskiej formie, nie mam czasu ani ochoty to nie robię tu nic na siłę, a jeśli wracam to zawsze staram się szczerze mówić co u mnie. Czasami ponarzekam, innym razem puszczę "tęczowego bełta", a jeszcze innym razem powiem po prostu cześć. I kiedy pokażę się bez makijażu, wrzucę zdjęcie brudnej kuchni, zasmarkanych dzieciaków czy sterty prania od razu dostaje wiele wiadomości, w których piszecie, że dobrze, że i u mnie "dzieją" się…

Ten, w którym zrobimy pesto!

Obraz
Chyba się ze mną zgodzicie, że nie ma nic lepszego niż obiad w 15 minut? A jeśli dodatkowo większość składników możecie wyhodować sami w ogródku czy na balkonie to już w ogóle prosta sprawa.
Zatem, jeśli masz ochotę to zapraszam na makaron z pesto.
Potrzebujesz:
garść rukolipęczek natki pietruszki2 garści bazylii3 gałązki rozmarynukilka gałązek oregano i tymianku6-8 ząbków czosnku (w zależności czy pesto ma być ostre czy nie)pół szklanki pestek słonecznika łuskanego3/4 szklanki oliwy z oliwekok.100 g twardego, ostrego sera (parmezan, bursztyn, gorgonzola)ulubiony, starty ser do posypania (mozzarella, Edam)500 g dowolnego makaronusól








Przygotowanie: 
Makaron ugotuj w osolonej wodzie zgodnie ze wskazówkami z opakowania. Obierz czosnek, wszystkie zioła umyj (bazylię, natkę pietruszki zostawiam z łodyżkami, pozostałe obieram z listków, bo ich łodygi są nieco zdrewniałe), wrzuć do blendera, dodaj oliwę, słonecznik, twardy ser i sól do smaku, miksuj na najwyższych obrotach ok 2 minuty.  Ugot…

Ten o mnie - 10 faktów, o których pewnie nie wiecie.

Jedni znają mnie dobrze, drudzy trochę mniej. Inni nie znają mnie wcale. Wirtualny świat daje nam możliwość kreowania swojej osoby... ponoć tutaj możemy być najlepszą wersją siebie.  Tylko po co?  I czy naprawdę warto? Przecież wiesz dobrze, że ten wirtualny świat splata się z tym realnym. I chcesz czy nie... taka jest prawda. Jak wiele z tych osób, które są z Tobą w sieci zna Cię naprawdę? Ilu Twoich bliskich, przyjaciół, znajomych, współpracowników czy sąsiadów czyta i ogląda Cię z ekranów swoich smartfonów każdego dnia? Ilu z nich zestawia Twój obraz rzeczywisty z tym wirtualnym? Ilu da się nabrać, jeśli zechcesz być kimś innym? Czy to nie będzie oszustwo? Czy nie ucierpi na tym Twoja reputacja? Czy nie stracisz ich zaufania? Czy zatem w ogóle warto iść w tą stronę? Moim zdaniem nie.  Przyszło mi ostatnio do głowy, żeby napisać Wam Coś o sobie. Ale nie chciałam iść właśnie w klimaty typu: jestem miła, sympatyczna, z poczuciem humoru i punktualna - bo to nie do mnie należy ocena - …

Ten, o Unimo - przyjacielu każdego rodzica

Obraz
Wiecie jak to jest... nie wszytko da się przewidzieć i zaplanować, szczególnie jeśli chodzi o dzieci :) Kiedy spodziewałam się pierwszego, byłam pełna obaw przed nieznanym. Mimo wszystko wyobrażałam sobie wychowawczą sielankę, ale życie szybko mnie zweryfikowało. Miałam duże wsparcie, mieszkaliśmy wtedy jeszcze z rodzicami, bo mury naszego domu dopiero rosły. Zawsze był ktoś w obok, wiec pomoc miałam na zawołanie.  Za drugim razem znów się bałam, ale tym razem, dlatego, że już wiedziałam co mnie czeka...zmieniły się tylko okoliczności. Mianowicie... mieliśmy już jedno dziecko, zero babć i cały (niemały) dom na głowie. Wcześniej mama wzięła na siebie gotowanie i pranie, więc ja w zasadzie oddawałam się tylko wychowywaniu Adasia. A teraz... ogarniał mnie strach, że sama sobie z tym wszystkim (albo z nimi wszystkimi?!) nie poradzę. Ale mówili, że z dwójką jest łatwiej, że jest inaczej. I wiecie co?  Nie kłamali :)
Podstawą jest dobra organizacja, która wcale nie jest moją mocną stroną. …

Ten, z przepisem na tort jagodowo-śmietanowy.

Obraz
Mili Moi...dzisiaj będzie słodko, bo przychodzę do Was z przepisem na tort. Upiekłam go z okazji moich imienin i wstyd się przyznać, ale pierwszy raz robiłam go od podstaw. Słowo "biszkopt" od zawsze wywoływało u mnie gęsią skórkę i zakładałam pewną porażkę, dlatego nawet nie próbowałam go piec i omijałam wszelkie przepisy, w których występował w roli głównej. Ale słabościom należy stawiać czoła, dlatego po przeszukaniu Internetu wybrałam  jeden, który wydał mi się najprostszy. I stresowałam się okrutnie, że na pewno opadnie, dlatego tym większe było moje zadowolenie (i duma), że wyszedł wysoki, równy i bez zakalca. Zrobiłam go w wersji śmietanowo jagodowej i szczerze polecam to połączenie. 
Zatem do dzieła!
BISZKOPT 7 jaj w temperaturze pokojowej 1 szklanka cukru 1 szklanka mąki pszennej 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej  PRZYGOTOWANIE Dno standardowej tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, boków niczym nie smarować i nie wykładać. Piekarnik nagrzać do 180 sto…

Ten o Jaśkowych kątach. Krok po kroku, ściana po ścianie.

Obraz
Minęło trochę czasu od naszego ostatniego spotkania tutaj. Ale powróciłam z nadzieją, że teraz będziemy widywać się regularnie (i oby na nadziei znów się nie skończyło). Większość z Was z pewnością wie, że moja nieobecność spowodowana była "domową rewolucją", ale nie taką, którą Dorotka ogarnia w tydzień, a Kasia Dowbor radzi sobie w 5 dni.
Mi ta rewolucja zajęła więcej czasu, a spowodowana była przez 3560 g szczęścia, co Jasiem się zwie! Otóż 10.10.2018 to kolejna ważna data wyryta w sercu, bo tego dnia urodził się nasz drugi syn. Od lata przygotowywaliśmy się na spotkanie z Nim. Oprócz tych oczywistych przygotowań, które dzieją się w głowie przyszłego rodzica, trzeba było również pomyśleć o tym, by nowy domownik miał tutaj swoje miejsce. Założenie było jedno - ma być jasno, naturalnie i prosto.
Jasiek zajął pokój gościnny, który od samego początku zaplanowany był dla drugiego dziecka. I dopóki się nim nie stał, nie był miejscem, które darzyłam sympatią,  mimo, że próbował…